Zaraz po meczu Wisły Kraków, a Jagielloni Białystok doszło do dziwnego incydentu.

Mecz zakończył się remisem obu drużyn 1:1. Jednak nie chodzi o wynik.  Automatycznie po ogłoszeniu wyniku do Jakuba Błaszczykowkiego podbiegł kibic ze swoimi dziećmi, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. Taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca, szczególnie teraz gdy cała Polska walczy z epidemią wirusa. Jak wiadomo kibic nie jest osoba uprawnioną do przebywania tak blisko zawodników. Miejsce w którym się znalazł nie jest nawet strefą należącą do kibiców. Naruszenie tych procedur jest karalne pozbawieniem wolności lub karą grzywny.

W miarę szybko zareagowali przedstawiciele obydwu drużyn, a mianowicie Karolina Biedrzycka- rzeczniczka Wisły Kraków i Arkadiusz Szczęsny pełniący funkcję kierownika Jagielloni Białystok. Jednak kibic był bardzo uparty i nie chciał opuścić murawy boiska, a także nie chciał podać swoich danych osobowych.

Wisła zdecydowała, aby cała drużyna z Błaszczykowskim na czele nie wracała do Krakowa. Wiadomo, że w obecnej sytuacji, gdzie zmagamy się z koronawirusem byłoby to bardzo ryzykowne dla innych piłkarzy.

Klub przeprasza wszystkich gości i zawodników za zaistniałą sytuację. Nietstey sytuacja naruszyła nie tylko prywatność piłkarza, ale w obecnej sytuacji także jego zdrowie. Organizatorzy zapewniają, że na przyszłość zadbają bardziej o standardy i bezpieczeństwo w każdej strefie.

Obecnie Błaszczykowski  czeka na wynik testu. Miejmy nadzieję, że będzie on negatywny.